Piotr Dziedzic Fotografia

Temat: Bugatti Veyron w jeziorze bywa...

haha :D ja nie widziałem xD lepsze niż aston rozbity w (chyba) Warszawie :D
tak w wawie



piszecie tak jak by on się co najmniej cały spalił -.^
wiecie ile u nas jeździ samochodów z belgii, holandii po powodziach ? :P

Źródło: forum.pclab.pl/index.php?showtopic=531124



Temat: Jaka to wersja ?

Nie jestem ekspertem, ale wg mnie:

1. Wszystkie auta sprowadzane sa bite, bo inaczej sie nie oplaca.
2. Gosc napisal, ze serwisowany... Na przeglad chyba za maly przebieg wiec ciekawe co bylo naprawiane ;)
3. Kupujac od takiego handlarza zawsze jest jakis walek, oni wszyscy sciemniaja i trzeba miec tego swiadomosc i sie z tym pogodzic, normalny czlowiek najpierw rejestruje na siebie, potem sprzedaje. Handlarz tylko posredniczy, formalnie kupujesz od Niemca i wrazie czego Niemca musial bys pozywac do sadu...


Ad 1. Nie generalizowalbym, mysle ze duzo jest po stluczkach, czesc po dzwonach ale wiele po prostu sa za stare dla obywateli UE zza Odry wiec je sprzedaja. W Polsce tez jezdza samochody powypadkowe - mysle ze na forum sa tez takie osoby. Nie oznacza to, ze ich auta to szroty. Jednak od lekko bity do rozbity i poskladany czasem wedlug nieuczciwego sprzedajacego nie ma roznicy.

Ad. 2 - maska jak ktos juz zauwazy

Ad. 3 Tez bym wolal kupic w Reichu, Francji Belgii osobiscie niz od handarza z wiejskiej stodoly ( wiele takich zdjec widac na aukcjach ).
Źródło: daciaklub.pl/forum/viewtopic.php?t=2081


Temat: Dacia vs rozbity golf, skladana z kilku aut beema, stare A6
Nie rozumiem ludzi ktorzy placa po 30 000- 40 000 za uzywany samochod. Na wiosce jeszcze rozumiem, pod koscilem mozna sie pochwalic ze ma audice, tam inna mentalnosc. Smieszy mnie koles ktory kupi passata w belgii za 30 000 tys i w polsce kupuje ramke pod nr rejestracyjny z nazwa lokalnego dilera, po to zeby inni mysleli ze kupil naprawde w salonie a nie sprowadzil kilka sztuk zlomu i wyklepał w jedna całosc. Ja zdecydowanie wole samochod tanszy ale nowy a nie uzywany szrot, najczesciej powypadkowy albo rozbity, sam kiedys sprowadzalem auta z zagranicy i doskonale wiem ze za atrakcyjna kase mozna kupic albo rozbity albo z przebiegiem grubo ponad 300000. Wku...ia mnie jak jade i widze zlosliwe komentarze dresiarzy i kierowcow zdezelowanych, przechodzonych bmw, czy audi, ale niech maja satysfakcje ze sa wlascicialami aut made in germany, a w zaszadzie to made in poland, bo naprawy typu klepanie, szpachlowanie, rozciaganie, spawanie, zaslepianie poduszek powietrznych wykonywane sa w polsce bo w niemczech jest za drogo. Ja mam satysfakcje ze kupilem samochod nowy, nowoczesny, duzy i tani. Jak narazie bezwypadkowy
Źródło: daciaklub.pl/forum/viewtopic.php?t=386


Temat: Polska amfetamina
Polska potęgą w produkcji amfetaminy

Jesteśmy europejską potęgą w produkcji amfetaminy. Lada dzień naszym towarem eksportowym będzie też ekstazy. Skąd nad Wisłą taki narkotykowy pęd?


Specjaliści z Europejskiego Centrum Monitoringu Narkotyków i Uzależnień Narkotykowych w Lizbonie przewidzieli to jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. W raporcie z 2003 r. stwierdzili, że za kilka lat staniemy się ogromnym centrum produkcji i eksportu narkotyków. Dlaczego? To skutek zmian społecznych: wolnych granic (łatwa dystrybucja), bezrobocia w Polsce (tania siła robocza, kurierzy-przemytnicy) i coraz większych podziałów na ludzi bardzo bogatych i bardzo biednych (klientela).
Niestety spece z Lizbony mieli rację. Polska szybko awansowała do pierwszej trójki producentów amfetaminy, obok Belgii i Holandii. Ponad połowę produkowanej w Polsce amfy - tak szacuje policja - wysyłamy na zachód. Reszta rozchodzi się wśród młodych, którzy teraz wzorem rówieśników z Unii Europejskiej, przerzucili się na droższe i mocniejsze środki: - Jest coraz więcej bogatej młodzieży z tzw. dobrych domów, która eksperymentuje z narkotykami w klubach. Dawniej brali polski kompot, dziś amfetaminę i ekstazy, skręty z marihuaną, a nawet kokainę - mówi policjant zajmujący się sprawami narkotykowymi.

U nas: walka z wiatrakami
Produkcja tego amfetaminy trwa w Polsce co najmniej od kilkunastu lat. Oficjalnie pierwszą fabrykę policjanci zlikwidowali w 1994 r. Jednak dotąd nigdy prochy nie powstawały nad Wisłą na taką skalę. Policja nie chce ujawnić ile kilogramów narkotyku powstaje rocznie w naszym kraju. Ilości oblicza na podstawie złapanych za granicą dilerów z polskim narkotykiem, skonfiskowanym prochom w polskich dyskotekach i liczbie likwidowanych fabryk.
A laboratoriów przybywa. W 2003 r. policjanci odkryli ich 7, w 2004 r. - 17, a w zeszłym już 21. To dowód na skuteczność służb, ale też na to, że rynek jest ogromny. Jest coraz więcej zamożnych chętnych na amfę - w kraju i za granicą. Odczynniki i sprzęt potrzebne do produkcji można w Polsce kupić choćby w hurtowniach. Nie dziwne, że rodacy zwietrzyli interes...
Dilerką zajmują się bezrobotni: absolwenci szkół średnich, studenci, nawet byli policjanci (przykład: rozbita szajka warszawska, złożona z byłych mundurowych). Produkcja i rozprowadzanie narkotyków to coraz bardziej opłacalny biznes. 33-letni były student chemii z Katowic, który w wynajętym mieszkaniu wieżowca produkował ok. 50 kg narkotyku miesięcznie, mógł na tym zarobić nawet kilka milionów złotych. Takich przykładów można mnożyć.
Komisarz Zbigniew Urbański z komendy głównej policji: - Walka z producentami i dilerami przypomina walkę z wiatrakami. W miejsce zamkniętych fabryk pojawia się kilka kolejnych.

Zagranicą: czas na ekstazy
Według najnowszych danych Centralnego Biura Śledczego 60 proc. polskiej amfetaminy trafia za granicę, zwykle do Szwecji. Narkotykowy szlak wiedzie dwoma drogami: promem i samochodem przez Bałtyk, albo dookoła przez Niemcy i Danię. W sumie policjanci skonfiskowali w 2005 r. 308 kilogramów amfetaminy - o 60 kg więcej niż roku poprzednim.
Ale narkotyczny pęd idzie też w drugą stronę. Z Belgii i Holandii płyną do Polski tabletki ekstazy. Policjanci znaleźli w zeszłym roku 487 tys. tabletek tego narkotyku (ponad dwukrotnie więcej niż w 2004 r.). Importujemy, bo produkcja ekstazy w środkowowschodniej Europie, także w Polsce, dopiero się tworzy. Czy uda się obciąć kolejną gałąź narkotykowego przemytu z Polski, zanim ten powstanie? Pierwsze przechwyty transportów prochów już były.
Pocieszające, że na razie specjaliści z Centrum Monitoringu Narkotyków nie wieszczą nam kolejnych "sukcesów".

A czy ktos jest za tym żeby w Polsce były koffee shopy (lokale jak kawiarnie) i można było sobie bez strachu zapalic raz w miesiacu skręta w dobrym lokalu i w dobrym towarzystwie ? Skrecik by kosztował w zalezności od gatunku 10-20 zł i byłby zaakcyzowany...Nie mam na mysli twardszych narkotykow czy speeda - bo to czysta żywa chemia i trucizna dla organizmu... lepiej niepasteryzowane piwo wypić...
?

Źródło Angelika Swoboda 11-04-2006 Metro
http://serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3273697.html
Źródło: osiol.net/index.php?showtopic=24855


Temat: Artykuły na temat Lecha Poznań
Męskie rozmowy w Lechu Poznań

- Niech treść tej rozmowy zostanie w czterech ścianach - mówi dyrektor sportowy Lecha Poznań Marek Pogorzelczyk o spotkaniu prezesa Andrzeja Kadzińskiego z zespołem. Piłkarze w ogóle nie chcieli o niej rozmawiać i pospiesznie uciekli do samochodów. Jutro mecz w Brugii
Trener Jacek Zieliński też nie udziela zbyt obszernych wyjaśnień. - Prezes spotkał się z drużyną. Nie wracaliśmy do spotkania z Cracovią. To byłoby demotywujące. To była rozmowa przed meczem z Brugią, bardzo motywująca i bardzo krótka. Trwała trzy i pół minuty - mówi.

Tymczasem dyrektor Marek Pogorzelczyk nazwał ten występ "jednym z najgorszych w ostatnich latach", a prezes Kadziński pieklił się w poniedziałek: - Czy oni już nie potrafią się zmobilizować? Jeżeli są profesjonalistami, to musi im się chcieć. A nie łazić po boisku przez 70 minut i nie wiedzieć, co na nim robić.

Zieliński: - O Sosnowcu rozmawiałem z drużyną na odprawie po treningu. Na spotkaniu z prezesem nie było mowy o Cracovii. Prezes tłumaczył zawodnikom, jak ważny dla klubu jest mecz w Brugii i awans do Ligi Europejskiej. Cracovia to już historia.

Co, zdaniem trenera, stało się w niedzielę z Lechem? - Trudno oceniać na gorąco. Teraz nie odpowiem, dlaczego Lech gra tak nierówno. Myślicie, że specjalnie tak robią? Przecież nie.

Wpływ na kiepską postawę poznaniaków mogło mieć przemęczenie. - Nie mieliśmy dużo czasu na regenerację, a mecz z Brugią kosztował nas przecież mnóstwo zdrowia. Było to widać na piątkowym treningu i badaniu zakwaszenia - mówi trener Zieliński. - Robiliśmy wszystko, żeby to nadrobić, ale w przypadku niektórych zawodników nam się to nie udało. To nie jest tłumaczenie. Absolutnie, ale mogło mieć jakiś wpływ. Wiem, jak wyglądały ligowe mecze Lecha rozgrywane po meczach pucharowych ubiegłej jesieni. Mecz z Legią, gdy padali na kolana. My też musimy sobie teraz poradzić.

- Główny problem tkwił w głowach piłkarzy. Być może za szybko uwierzyliśmy, że Cracovia jest słaba, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Okazało się, że się pomyliliśmy - uważa Zieliński. Dodaje też: - Od początku mówiłem, tonowałem nastroje po udanym początku sezonu. Mówiłem, że to nie jest jeszcze rewelacyjna forma Lecha, graliśmy nieregularnie nawet w tych wygranych meczach. Za szybko wszyscy umieścili nas na szczycie. Ale spokojnie, jeszcze żyjemy, jesteśmy w grze.

Przypomnijmy, że po meczu z Polonią Warszawa trener Jacek Zieliński obiecywał, że taki mecz już na pewno się nie powtórzy.

Piłkarze w ogóle nie chcieli komentować wczorajszych rozmów. Po spotkaniu z prezesem Kadzińskim zostali sami w szatni. Mieli przedyskutować problem we własnym gronie. Wnioskami się jednak nie podzielili. Zasłaniali się tym, że wczorajszy trening był zamknięty dla prasy. Szybko uciekli do samochodów i wyjechali ze stadionu.

Według relacji trenera Zielińskiego prezes Kadziński i dyrektor Pogorzelczyk przypominali drużynie, jak ważny jest czwartkowy mecz z FC Brugge. O ile w ogóle trzeba to przypominać. - Nie było jednak mowy o kwestiach finansowych. One wynikają z regulaminu premiowania - mówi dyrektor Pogorzelczyk.

Lech wyjeżdża dziś do Belgii jednak przede wszystkim po powtórzenie ubiegłorocznego sukcesu, awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej i ustawienie sobie sezonu pod kątem tych rozgrywek. W ślad za nim udaje się 1450 kibiców poznańskiego Lecha.

Mecz w Brugii - w czwartek o godz. 20.30. Transmisja w Polsacie.


Lech chce się wzmocnić

Jeszcze jeden piłkarz ma trafić do Lecha przed zamknięciem tego okna transferowego (zamyka się z końcem sierpnia). Prawdopodobnie nie będzie to jednak Rafał Kujawa z ŁKS Łódź, którym Lech od dawna się interesuje. - Usłyszeliśmy cenę 1,5 mln zł - mówi dyrektor Pogorzelczyk. Za drodzy są także Kamil Glik i Tomasz Jodłowiec. - Szukamy gracza, który od razu może grać w pierwszym zespole - zaznacza jednak Pogorzelczyk

Źródło: Gazeta W.

Gdybym nie był na bieżąco to bym uznał, że jesteśmy w połowie rundy rewanżowej i grozi nam spadek, rozbita i zmęczona drużyna gra przeciwko trenerowi itp. Dość dramatyczny ton tych doniesień. Dobrze, że prezes nazywa rzeczy po imieniu i nie pudruje niedzielnej kopaniny, tylko żeby to się jeszcze przełożyło na cały sezon. Mam nadzieję, że ta rozmowa nie spłynie po piłkarzach i faktycznie się ogarną. No, może bardziej się łudzę niż mam nadzieję, ale co tam.
Źródło: forum.wiaralecha.pl/index.php?showtopic=5418


Temat: Artykuły

Briatore i Symonds odeszli z Renault

Renault ogłosiło, że szef zespołu F1 Flavio Briatore i dyrektor ds. inżynierii Pat Symonds zerwali współpracę z ekipą, a także, że "nie zakwestionuje" zarzutów dotyczących ustawiania wyścigu, kiedy pojawi się przed Światową Radą Sportów Motorowych.

Zespół oskarżany jest o nakazanie Nelsinho Piquetowi celowego rozbicia się i co za tym idzie, wyjazdu samochodu bezpieczeństwa, co miałoby pomóc jego koledze z drużyny Fernando Alonso. Hiszpan wygrał wtedy wyścig.

"Zespół F1 ING Renault nie kwestionuje ostatnich oskarżeń stawianych przez FIA dotyczących GP Singapuru w 2008r." - czytamy w oświadczeniu zespołu.

"Życzymy sobie także, by szef zespołu Flavio Briatore i dyrektor ds. inżynierii Pat Symonds odeszli z zespołu."

"Przed przesłuchaniem, które ma nastąpić 21 września 2009r w siedzibie Światowej Rady Sportów Motorowych FIA w Paryżu, zespół nie będzie udzielał żadnych komentarzy."

Krótko przed tym jak stracił posadę w Renault, Piquet poszedł do FIA z zarzutem, że Briatore i Symonds poprosili go o celowe rozbicie się, które miało spowodować wyjazd samochodu bezpieczeństwa w Singapurze i właśnie wypadek z 14 okrążenia został wcześniej zaplanowany.

Alonso, który był pretendentem do zdobycia pole position podczas kwalifikacji, jednak awaria pompy paliwowej spowodowała, że startował z 15. miejsca. Bardzo szybko wjechał do boksu na pit stop, tuż przed wypadkiem i zgodnie z planem znalazł się na początku stawki, dając pierwsze zwycięstwo Renault w tamtym trudnym sezonie.

Śledczy FIA przepytali podczas GP Belgii Briatore, Symondsa i innych członków zespołu w sprawie wypadku i natychmiast ogłosili, że ekipa zostanie przesłuchana przed Światową Radą Sportów Motorowych w Paryżu 21 września 2009r.

Dowody, w tym oświadczenie Piqueta, dane z telemetrii i transmisje z radia wyciekły do mediów w ten weekend, ukazują one także, że Renault podjęło prawną akcję przeciwko Piquetowi i jego ojcu zarzucając im szantaż.

Kolejny zwrot w tej opowieści nastąpił, gdy FIA zaoferowała Symondsowi immunitet w zamian za pełną współpracę.

59-letni Flavio Briatore pojawił się w F1 równe dwie dekady temu w ekipie Benetton. Od początku był związany z zespołem z Enstone, choć miał interesy także z ekipami Ligier oraz Minardi. 56-letni Pat Symonds także od zawsze był związany z ekipą z Enstone. Tyle, że kiedy zaczynał, czyli na początku lat 80-tych był to Toleman, od 1986 roku Benetton, a od 2002 Renault.

Jako że Renault, bardziej niż Briatore i Symonds jest obciążone przez zarzuty, dzisiejsze ogłoszenie nie powinno mieć wpływu na przyszłotygodniowe przesłuchanie.


No cóż... było miło, ale się skończyło Ostatnie tchnienie Flavio w F1... Mam nadzieję, że samego zespołu nie ukażą jakoś dotkliwie...
Źródło: formula1fan.fora.pl/a/a,159.html